Slot Art Festival, czyli kultura niepopularna i nieznana
coffee
stray_alchemist
To all my English-speaking readers: this post should totally be in English (and I'll probably write it soon), because Slot Art Festival is absolutely amazing and it feels like it's been happening in some other, better world. I know, half of the fun with the so-called alternative art is being not really known, but I want to spread the news, because it's worth it, and the people that create it deserve more attention. So take a look at the photos, please. :) They tell more of the overwhelming awesomeness than my babbling, anyway.

unreal
Fot. Marta Surowka

Ten wpis kisił się w mojej głowie od momentu powrotu ze Slot Art Festival i osobiście traktuję go jako ostateczny dowód na to, że nie jestem w stanie zabrać się za nic porządnie bez przekroczenia krytycznego progu niewyspania, wypicia pół litra kawy i odbycia przynajmniej jednej wizyty w laboratorium. Na szczęście dla wpisu wspomnienia ze Slotu są wciąż wyraźne i świeże.
Read more...Collapse )

"The Avengers". Oh my god.
coffee
stray_alchemist
Do napisania tej recenzji zabierałam się przynajmniej dziesięć razy i za każdym razem rezygnowałam po paru zdaniach, zniechęcona formą, jaką przybierała. I zapewne dałabym sobie spokój, gdyby chodziło o jakiś inny film, ale hej, z jakiegoś powodu widziałam to w kinie aż dwa razy (czyli o dwa razy więcej niż większość filmów, bo dalej nie przekonałam się w stu procentach do sztuk audiowizualnych) i pozwoliłam, żeby fabuła i postaci osiadły mi w myślach na tak długo (no dobrze; jestem w fandomie, innymi słowy). 

Recenzja. srsly.Collapse )




Recenzja...
coffee
stray_alchemist
...wciąż się pisze (długo by tłumaczyć, za to widziałam "Avengers" drugi raz w kinie, i to w jakim gronie), więc żeby nie było mi tak smutno, pod cutem wrzucam zdjęcie czegoś, co udłubałam jakiś czas temu.

Read more...Collapse )


Tu kiedyś pojawi się recenzja Avengers
coffee
stray_alchemist
Póki co nacieszam się dostępnym już dla mnie hajpem (absolutnie zasłużonym) i odkrywam w sobie nieznane dotąd pokłady fangirlizmu. 
Naprawdę próbuję się do czegoś doczepić, ale... to było zbyt dobre. Konsekwentnie zrealizowane, dynamiczne, bezpretensjonalne, błyskotliwe, z subtelnie, ale wyraźnie zaznaczoną głębią postaci i zasugerowaną dekonstrukcją bohaterskiego etosu w tle. Nie było postaci, która nie wydawałaby mi się ciekawa, zresztą, jak zbiorę się, żeby napisać tę recenzję, pewnie jeszcze się nazachwycam.
No i Loki. Mówiłam o pokładach fangirlizmu?...

Miłość odwzajemniona
coffee
stray_alchemist
Dawno nic nowego się tu nie pojawiło, więc może się wytłumaczę. Moją uwagę zaprzątało wiele rzeczy - standardowo, uczelnianych, popkulturalnych i erpegowych. Oraz nowa pasja. O niej właśnie będzie ten wpis. 

Read more...Collapse )


 



Co siedzi w kokonie
coffee
stray_alchemist
Przeczytałam trzy tomy "1Q84" Murakamiego i niezupełnie wiem, co o tym myśleć.

spoilery, spoilery, spoileryCollapse )
Tags:

Writer's Block: I'm Doing Science!
coffee
stray_alchemist
What is one of your favorite scientific discoveries and how has it impacted your life?

I love this question, though it's not an easy one!
Lots of answers come to my mind, most of them concerning black holes, exoplanets, time, and (of course) all colours and shades of neuroscience. But...
In 1953, two researchers working at the University of Chicago, Miller and Urey, put four very basic substances - water, methane, ammonia and hydrogen - in a closed circuit, heated the water so that it would evaporate and added a few electrodes among which sparks were fired. Such an environment was meant to simulate the Earth's atmosphere in the days of its forming. Miller and Urey didn't have to wait long for the results. After a week, atoms have formed many of the so-called "life particles": various amino-acids (both in their L and D forms), sugars and lipids. Later it was discovered that the same mixture can result in obtaining nucleotides, as in DNA. All it took was a chain of spontaneous chemical reactions, all "driven" by one principle: the less energy a molecule has, the more stable it is - and, obviously, it has a greater chance of lasting longer and forming strong bonds with other stable molecules.
I've heard about this experiment during my first year of studies and it blew my mind. Just think: it portrays life as something that was bound to happen, that was effective and filled an important gap in the system. Given the number of different molecules obtained (and - just a reminder - most creatures on Earth use only 21 different amino-acids), there are countless possibilities of forms in which life could develop. Take DNA: we know at least 4 ways in which it can twist, differing in angles, density and course of rotation. Even humans have some of these weird forms in their cells, apart from good old B-DNA. And we're talking only carbon-based lifeforms. I'm pretty sure we're not alone in this universe.
In such a view, life sciences are the exact opposite of physics. Physics is about expanding universes, accumulating energy and growth of entropy; life is all about narrowing this system to a stable, low-energetic, highly entalpic form. It's a hard work against the reality that freely and naturally shifts towards chaos, and yet it's been quite successful so far. It might be a very far-fetched hypothesis, but my guess is that lifeless worlds just can't exist.

Sto tysięcy królestw
judas
stray_alchemist
Bardzo chciałam napisać tę notkę, odkąd trafiłam na The Hundred Thousand Kingdoms - jedną z tych książek, w które wsiąkłam bez reszty, czytałam w każdej wolnej chwili, w tramwaju, pociągu, zamiast miejskiej scenerii mając przed oczyma Sky i Shadow. Nie żeby wykreowany przez Jemisin świat był miejscem, do którego szczególnie chciałoby się uciekać - mimo jego piękna i bogactwa, pozostawał groźną krainą, w której ludzie ośmielili się podnieść rękę na skłóconych ze sobą bogów. Co gorsza, skutecznie; w efekcie wszystkie bóstwa, z wyjątkiem jednego, podporządkowano rządzącemu rodowi Arameri. Przedstawiciele rodu świetnie zaś rozumieli, jakiego wysiłku i poświęceń wymaga pilnowanie stu tysięcy królestw i jak łatwo ich niewolnicy mogą obrócić nieudolnie sformułowaną prośbę przeciwko swoim panom. Rządy Arameri przekształciły się w nie kończącą się rozgrywkę między członkami rodziny a ich więźniami, grę, w której nie ma zasad ani nieczystych zagrań, w której wygrywa najsilniejszy... i tylko w którą czasem wplatają się ludzkie lub boskie emocje.

nie zawiera spoilerówCollapse )

Pierwsze urodziny
coffee
stray_alchemist
44 wpisy, 27 tagów (najczęściej używane: #blablanie, #recenzje, #książki), 6 userpiców (o których i tak rzadko kiedy pamiętam, ale ten z Gagą uwielbiam). Całkiem dobry wynik, szczególnie jeśli wziąć pod uwagę moją niemożność do skupienia się na dłużej na jednym pomyśle czy projekcie.
Ten żurnal powstał po to, żebym miała gdzie wrzucać skrawki z tego, co piszę, żeby motywowało mnie "rozliczanie się" przed innymi i gratyfikacja, jeśli ktokolwiek to przeczyta. W efekcie kilka zamieszczonych tekstów głęboko schowałam, nie dając ludziom szansy na ich przeczytanie, a te, które w ogóle się tu znalazły, to, powiedzmy, mniej-więcej fanfiki. Z jednego z nich jestem ogromnie zadowolona, co nie zmienia faktu, że to tekst bardzo hermetyczny i bardzo osobisty, nie nadający się do publikowania gdziekolwiek.
Można zatem powiedzieć, że mi się nie udało. W końcu - zamiast pisać teksty, piszę o tekstach. Ale mniejsza z tym; jest coś ważniejszego i bardziej niespodziewanego, czego nie mogę nie uwzględnić w tym podsumowaniu.
Są osoby, które tu zaglądają, które poznałam dzięki żurnalowi i z którymi bardzo fajnie wymienia się myśli. Oraz - które wyciągnęły mnie z otchłani lurkerstwa. :D Nowe znajomości, uczestnictwo w fantastyczno-fanowskiej blogosferze i fakt posiadania czytelników to te aspekty pisania żurnala, które cieszą mnie najbardziej. Tak więc źródło motywacji jest i bije całkiem mocno. Dziękuję wszystkim, którzy tu zaglądają, bo bije właśnie dzięki wam. :) 

Trup w fangirlowej szafie
gaga
stray_alchemist
Początkowo planowałam po prostu skomentować wpis ninedin, ale przemyślenia bardzo szybko się rozrosły i rozpełzły w nieco inną stronę. O ile najwyraźniej istnieje coś takiego jak fangirlowe wychodzenie z szafy, tak ja własny fangirling traktowałam raczej jako trupa w tejże szafie. Wprawdzie trupa, którego zamierzałam konserwować i ogólnie dbać o niego, ale - jednak.

trup wywleczonyCollapse )

?

Log in