Previous Entry Share
Zima w sierpniu
fae
stray_alchemist
No więc tak: bardzo nie chciałam pisać emigracyjnego bloga. Zdawałam sobie sprawę, że musiałabym prowadzić równolegle dwa lub trzy takie blogi, na każdym filtrując informacje z myślą o czytelnikach i o tym, na ile są im znane meandry mojego życia prywatnego. Musiałabym wrzucać zdjęcia jedzenia (choć, przyznaję się, moje przygody z custard apple dokumentowałam krok po kroku). Musiałabym też pisać o tym, co się tutaj dzieje, chociaż, jak to zwykle bywa, świat zewnętrzny stanowi niewielki ułamek tego, co przeżywam. Opowiadanie kilka razy o tym, jak wspaniały jest Kraj Szczęściarzy - i jak koszmarnym miejscem się staje, gdy przyjrzeć się temu, na czym to szczęście zostało zbudowane - wydawało mi się lepszym pomysłem. Z drugiej strony, chciałam zapamiętać jak najwięcej. I chciałam wciąż blogować, mimo żenujących porażek w kwestii regularności. Zależało mi też na kontakcie z językiem polskim, skoro znalazłam się na lingwistycznym rozdrożu. Zatem - nie będę raczej systematyczna, ale postaram się pisywać o tym, co dzieje się down under. Bo dzieje się dużo.

Zdałam też sobie sprawę, że właśnie mija miesiąc, odkąd tu jestem. Może trochę dłużej (wydaje mi się, że dużo dłużej); ale przyleciałam 21. lipca, więc dzisiejsza data jest dla mnie ładną klamrą. I chyba w końcu jestem w stanie coś powiedzieć o Australii. Właściwie, obserwacji mam tyle, że nie wiem, gdzie zacząć.

Tymczasem - pocztówka. Banalna, ale na widok oceanu i plaży moja wewnętrzna pięciolatka zaczęła szaleć z radości.



  • 1
Ja bym chętnie takie wpisy poczytała. Australia jest dla mnie fascynująca, zwłaszcza zamieszkujący ją ludzie, ale nie sądzę, bym kiedykolwiek tam zawitała, więc takie patrzenie na kraj/kontynent cudzymi oczyma mnie zawsze cieszy.

Ja w sumie przyłapuję się na tym, że chętnie bym to napisała - choćby po to, żeby utrwalić pewne spostrzeżenia. Dzięki za komentarz, to zawsze dodatkowa motywacja. Acz nie wiem, na ile reprezentatywne dla Australii są moje doświadczenia - wszyscy powtarzają mi, że Melbourne to enklawa, i to się potwierdza.
A w ogóle, pół roku temu też nie sądziłam, że tu zawitam. Nigdy nie wiesz. ;d

A nie, ja nie chcą jechać do Australii, bo przeraża mnie ilość fauny i flory, która jest tam niechętna człowiekowi. Znajoma z Sydney mówi, że nawet koale są wredne i często rysują ludziom lakier na samochodach. To jest taka dosyć świadoma decyzja: kraj jest piękny, ale ja spasuję. Prędzej wybiorę się na Tasmanię.

Rozumiem. Choć z moich doświadczeń wynika, że akurat fauna i flora to mniejszy problem (albo po prostu faktycznie mieszkam w enklawie, albo brakuje mi tego praktycznego aspektu wyobraźni).

Ja też bardzo chętnie poczytam Twoje australijskie impresje. A w ogóle - skąd Ty nagle w Australii?

Z wymiany między uczelniami. :)

  • 1
?

Log in