Previous Entry Share Next Entry
Z książką i herbatą pod kocem - obserwacja uczestnicząca
coffee2
stray_alchemist
Z dedykacją dla Ninedin i Fabulitas, bez których ten temat w ogóle nie przyszedłby mi do głowy.

Poruszył mnie tekst Pauliny Małochleb, poświęcony blogerom (czy też raczej - sztucznie zarysowanym antagonizmom i liniom podziału w blogosferze). Nie dlatego, że odniosłam go do siebie - chyba nie jestem stuprocentową blogerką, prędzej osobą okazjonalnie i nieregularnie blogującą o tym, co akurat przyjdzie mi na myśl - czy do swoich znajomych. Nie był też niczym nowym, Book Z Nami od dawna podśmiewa się ze stosików, pewnie wiele innych stron również. Ale zrobiło mi się przykro, że marnuje się tyle dobrego materiału do analizy. 

Nie obchodzi mnie, szczerze mówiąc, czy ktoś publikuje zdjęcia stosików, czy ignoruje istnienie przecinków, czy pisze analizy głębią dorównujące publikacjom w literaturoznawczych czasopismach. Jeśli pisze dobrze, ciekawie, przekonująco - po prostu będę czytać. Jeśli nie, cóż, będę ignorować, to internet, "głosuję" moją obecnością i nie mam potrzeby głaskania się po ego poprzez porównywanie do osób - subiektywnie - gorzej ode mnie piszących. 

Natomiast blogosfera nieodmiennie mnie fascynuje - jako zjawisko, jako społeczność. Wydaje mi się, że mamy zwyczaj przenosić do sieci i sieciowych społeczności wszystkie znane z codziennej rzeczywistości wzorce myślenia i reagowania. Może istnieje coś takiego, jak początkowe upojenie poczuciem anonimowości i dezorientacja w strumieniu informacji, ale internet dawno przestał być odskocznią i enklawą. Jest już przedłużeniem naszego życia, kolejną jego sferą, bez której większości jego użytkowników byłoby dość trudno sobie radzić. Dla mnie osławiona internetowa anonimowość już dawno przestała istnieć - wielu internetowych znajomych, nawet tych z tumblra, znam z imienia i nazwiska, nie ukrywają swojej tożsamości, a nawet gdyby to robili, to powiązanie szeregu kont i dowiedzenie się zapewne nie zajęłoby wiele czasu. Cenię tę transparentność. Nie mam poczucia, że wraz z nią wzrasta zagrożenie; wręcz przeciwnie, tropienie stalkerów, oszustów i trolli stało się jeszcze łatwiejsze. Nieco odrębną kwestią jest fakt, że internet naprawdę odznacza się ubogością kanałów komunikacji, ale wydaje mi się, że to nie wpływa na moją podstawową tezę, więc pozwolę to sobie po prostu pominąć. 

Przyjmując, że w internecie powielamy to, co robimy też poza nim, można zaryzykować stwierdzenie, że po pewnym czasie w sieci zaistnieją analogiczne grupy, działające zgodnie z regułami procesów grupowych (może w wydaniu nieco bardziej radykalnym i zaostrzonym, nie wiem). Zatem także - subkultury. Myślę, że można za takie uznać graczy MMO, fanów (ludzi należących do fandomu/fandomów), bywalców 4chana. A blogerów? Dokładniej zaś, blogerów piszących o kulturze, przede wszystkim o książkach i filmach? 

Moje subiektywne wrażenie, poparte głównie obserwacjami i lurkowaniem, jest takie, że blogosfera istotnie jest subkulturą. Nie mam na poparcie tego żadnych danych ani statystyk (choć coraz bardziej korci mnie, żeby takowe zdobyć). Z braku lepszych narzędzi postanowiłam zestawić posiadane informacje o blogosferze z czterema kryteriami zaproponowanymi przez Paula Hodkinsona. Być może to nie najlepsze kryteria - o ich wyborze zadecydował między innymi fakt, że Hodkinson bada również internetowe społeczności i być może swoje doświadczenia z tych badań uwzględnił także w tekstach poświęconych subkulturom. 

1) Zaangażowanie -  w subkulturę - do stopnia, w którym wpływa ona na życie codzienne; czas wolny, przyjaźnie, wybór kupowanych towarów, czas spędzany w internecie. Kupowanie książek, czytanie ich, recenzowanie i dyskutowanie z innymi blogerami, także poza siecią; znajomości z innymi blogerami; kupno książek, czytników; czas spędzany w internecie jest tu dość oczywistą kwestią. Checked.

2) Tożsamość dzielone przez członków subkultury poczucie afiliacji, pozwalające odróżnić się od innych grup i zyskać odmienną perspektywę. To chyba najtrudniejsze kryterium, najbardziej osobiste, ale dla mnie na przykład (i pozwolę sobie śmiało przypuścić, że dla niektórych innych również) istnieje odłamek mojego ja, definiowany dość mocno przez blogowanie. Bloguję - to znaczy wyrażam swoją opinię, uczestniczę w nieustannej internetowej debacie, w dyskusjach obejmujących wyłącznie blogosferę i poruszających tylko określone, przynależące do blogosfery, grupy ludzi. Gdybym próbowała pomówić o tym z kimś z zewnątrz, zapewne spotkałabym się z niezrozumieniem, często dotyczącym już tego, dlaczego/po co spędzam godziny na czytaniu i produkowaniu literek, za które mi nikt nie płaci. Nie jestem w stu procentach przekonana, że książkowa blogosfera spełnia niniejsze kryterium, ale skłaniam się ku temu, że raczej tak.

3) Odrębność "treść" subkultury. Podzielane zainteresowania, gusty i opinie. Wytwory osób do niej należących, wspólny język czy sposób ubierania się, którego szablon bloga jest, jak dla mnie, całkiem trafnym przedłużeniem. Bardzo chciałabym, żeby ktoś przeprowadził analizę szat graficznych książkowych blogów; między innymi dlatego, że nie mam pojęcia, jakich wyników można się spodziewać. Natomiast wydaje mi się, że jak chodzi o istnienie względnie stałych w obrębie grupy trendów dotyczących zachowania i poglądów, to te jak najbardziej istnieją. Ich przejawem są stosiki i siedzenie z herbatą pod kocem, tworzenie list, karnawałów blogowych i tak dalej. Nieco kłopotów sprawia wymóg stałości - ale, z drugiej strony, skoro można wyróżnić podgrupy w obrębie zatwierdzonych subkultur, i tym więcej podgrup, im liczniejsza wyjściowa grupa, to stosując tę samą zasadę do blogosfery kryterium to jest spełnione. Znajdą się i stosikowcy, i zawodowi literaturoznawcy, i hipsterzy, i frakcja kawa przeciwko frakcji herbata, ale wspólny mianownik jest: książki. (I, najwyraźniej, płyny.) 

4 Autonomi - niezależność, przede wszystkim kulturowa, którą Hodkinson definiuje jako nie poleganie na mainstreamie. Tu się robi trochę problem, bo nie wiem, gdzie się kończy mainstream, ani czy kupowanie książek wydanych przez wydawnictwa inne niż niszowe, będące podstawą sporej części blogosfery, to już poleganie, czy nie. Na pewno część blogosfery jest skupiona wokół mało popularnych, niezależnych lub wydanych dawno temu rzeczy. Ponadto, spora część generowanego na blogach contentu istnieje jednak "obok" książek - niedawna lektura to często tylko pretekst dla dużo szerszej dyskusji. Należy też doliczyć osoby, które same tworzą, i publikują także w ramach tej samej blogosfery. Niezależne wytwory niewątpliwie istnieją. Czy to wystarczy, żeby obronić to kryterium? Wciąż mam sporo wątpliwości.

Mimo niepewności, wydaje mi się, że blogosfera przypomina subkulturę w znacznym stopniu. Istnieje też inna możliwość - że dopiero się krystalizuje. To, jak dla mnie, znacznie ciekawsze, zwłaszcza, że tak pięknie krzyżują się tu tradycja i nowoczesne medium, forma typowa dla młodzieżowych grup i dość wymagająca i w zasadzie nieoczywista rozrywka. Tym bardziej szkoda, że ludzie tacy jak pani Małochleb, zajmujący się zawodowo literaturą i zjawiskami z nią związanymi, zerkają na blogosferę raczej ukradkiem i z perspektywy wysoko uniesionego podbródka, podczas gdy wykluwa się tu coś świetnego, oryginalnego i intrygującego. Szkoda byłoby, żeby to pozostało nieudokumentowane. 

P.S. Tym razem mam naprawdę adekwatny avatar.

  • 1
LJ wytrwale ignoruje wszystkie zmiany, jakie wprowadziłam w tekście, i pokazuje światu moje literówki. LJ, stahp.

Mnie się przypomina, jak pisałam artykuł o fantasy of manners jako o gatunku literackim i okazało się, że większość dyskusji i refleksji o definicji i wyznacznikach gatunkowych jest na anglojęzycznych forach poświęconych literackiej fantastyce, a nie w książkach czy artykułach naukowych... Nie z polskiego podwórka, ale jednak.

To chyba stały problem ze zjawiskami nie dość poważnymi, żeby znalazły się w polu widzenia Prawdziwych Naukowców...

Jeśli blogosfera dopiero się krystalizuje, to trochę się obawiam o jej przyszłość, bo te podziały chyba będą się pogłębiać. I to nie tylko w obrębie blogów książkowych, ale też pozostałych, np. zaangażowanych społecznie.

(OK, napisałam ten komentarz, by użyć avatarka ze stosikiem).

Ja mam cichą nadzieję, że po fali radykalizacji jakoś się to uspokoi. Ale może jestem naiwna, jak zwykle.
(Yay dla stosików. Muszę chyba zrobić zdjęcie mojemu.)

  • 1
?

Log in